16. Noce poślubne

– Czy to, że mam krótkie włosy, jest aż tak dziwne, że musiało się stać sensacją na weselu?
Lysandra spojrzała na Aisling krytycznie, po czym kiwnęła głową, a ta w odpowiedzi zmrużyła powieki.
– Państwo młodzi wzięli zbyt dosłownie termin „noc poślubna” i zmyli się na samym początku wesela. Goście musieli się czymś zająć – odpowiedziała Anne, która wyglądała na rozbawiona całą sytuacją.
– Ale czemu mną?!
Aisling z rezygnacją opadła na kanapę i przyłożyła rękę do czoła.
– Przestań. Ile znasz osób, które spaliły sobie włosy podczas eksperymentów z eliksirami? – zapytała Lysandra nie mniej rozbawiona od Anne.
– Ale coś innego zdziwiło mnie bardziej… – kontynuowała Anne i spojrzała na milczącą Audrey.
– Właśnie! – podjęła Lysandra. – Albo unikałaś swojego lubego, albo on się tak chował, że nie zauważałaś go w tłumie.
Audrey otworzyła już usta, by powiedzieć coś na swoją obronę, kiedy wtrąciła się jeszcze Ais:
– Jego się widziało z odległości przynajmniej dziesięciu mil. Kto w ogóle wymyślił, by pan młody i świadek zakładali kilty? Naprawdę nie mieli pod tym bielizny? Też bym się z nimi nie pokazywała na weselu.
Brew Audrey zadrgała niebezpiecznie.
*
Jaden rozglądała się za Aaronem. Jak mógł nie przyjść na kolację – to do niego zbyt niepodobne! W jej głowie momentalnie pojawiły się najczarniejsze myśli, bo przecież mogło się stać coś strasznego! Szybko dojadła kanapkę i wstała, by ruszyć na ratunek Aaronowi, ale w połowie drogi do wyjścia z Wielkiej Sali wpadła z impetem na kogoś. Tym kimś okazała się nauczycielka transmutacji, która właśnie patrzyła surowo na nieuważną uczennicę.
– Przepraszam bardzo, pani profesor! – pisnęła i uciekła, zanim kobieta zdążyła odpowiedzieć.
Dopiero kiedy znalazła się w głównym holu, uspokoiła się trochę. I spojrzała na Rileya, który wciąż trwał ze swoją szklaną kulą.
– Nie nudzi cię to? – zagadnęła i podeszła bliżej.
Riley uśmiechnął się szeroko w odpowiedzi.
– To moje powołanie!
– Jasne. To może mi powiesz, czy Aaron jest cały i zdrowy – powiedziała.
Rileya zdziwiło to trochę, ale spojrzał do kuli.
– Nic o tym nie wiem, ale odbija mi się w kuli jakiś naprawdę brzydki i ciotowaty Ślizgon. – Rozejrzał się w poszukiwaniu delikwenta, ale ku jego jeszcze większemu zdziwieniu, nikogo takiego nie było. Zaśmiał się. – Powinnaś uważać na Christophera!
Jaden zmarszczyła brwi.
– On nie jest brzydki.
Riley w odpowiedzi wzruszył tylko ramionami. Dziewczyna pokręciła z rezygnacją głową i ruszyła dalej na poszukiwanie zaginionego w tajemniczych okolicznościach Aarona.
Przeskakiwała co drugi schodek, aby jak najszybciej znaleźć się na najwyższym piętrze, gdzie było wejście do wieży Ravenclawu.
W połowie drogi natrafiła jednak na osobnika, na którego, według Rileya, miała uważać. Zatrzymała się tuż przed Chrisem i przyjrzała się mu uważnie, mając wciąż w pamięci słowa niedoszłej wróżki.
– Nie jesteś brzydki – oznajmiła mu na przywitanie, a Chris zrobił zdziwioną minę.
– Wiem?…
Uśmiechnął się, a ona zdała sobie sprawę, że wypowiedziała te słowa na głos. Zarumieniła się momentalnie i schowała twarz w dłoniach, a następnie minęła go i tyle ją widział. Scena rodem z komedii romantycznych.
*
– Chciałabym pójść jeszcze raz na jakieś wesele – stwierdziła Lysandra, opadając zgrabnie na fotel. – Takie imprezy są stanowczo zbyt rzadko!
– Ais jest zaręczona. Może już szykuje dla nas ślub. – Anne uśmiechnęła się i zerknęła na kuzynkę, która właśnie wyszła z łazienki.
– Nie – odpowiedziała, po czym spojrzała na rękę, na której miała pierścionek, i uśmiechnęła się. – Mogę darować sobie ślub, ale i tak dostać prezenty ślubne? Właśnie, nic mi nie dałyście z okazji zaręczyn!
– A coś trzeba dawać? – zapytała Lysandra, marszcząc brwi. – Znaczy, dostałaś! Zrobiłyśmy popijawę z tej okazji!
– Jak co drugi dzień.
– Właściwie to już codziennie – wtrąciła Audrey. – Może raz zrobimy sobie wieczór przy herbacie?
– I ciastkach! – Anne ożywiła się i zerwała z fotela, co zaowocowało wzmocnieniem bólu głowy po wypitym alkoholu. – Ja upiekę – dodała już mniej żywo i usiadła z powrotem na kanapie.
– To ja zrobię herbatę – zaproponowała Ais, a Anne i Audrey otworzyły szerzej oczy. Aisling mogła być nawet najlepszą zielarką na świecie, ale ostatnio wszystko, co wrzucała do kociołka, wybuchało. Ona jakby czytała im w myślach, bo uspokajająco dodała: – Znaczy, z ziół, zaparzę, bez eksperymentów.
– Ja chcę z torebki – oznajmiła Audrey, a Anne przytaknęła jej od razu.
Lysandra przez całą rozmowę wyglądała na zamyśloną i nawet nie przejęła się specjalnie wizją kuchni wybuchającej podczas zwykłego parzenia herbaty.
– Ale że tak… – odezwała się po chwili. – … bez alkoholu?
*
Aaron leżał sobie na łóżku jednego ze współlokatorów i patrzył w sufit, który przyozdabiały gwiazdki. Kiedyś było to nawet interesujące i efektowne, ale z biegiem lat zaczęło nudzić, a ostatecznie denerwować. W końcu co jest interesującego w żółtych punkcikach namalowanych na suficie? Bycie jedenastolatkiem to fajna sprawa, a Aaron w tej chwili żałował, że znów nie jest w pierwszej klasie.
Zerknął na Aisling, która niespokojnie spała na jego własnym łóżku i co jakiś czas majaczyła w gorączce. Wykrzywił usta z niezadowoleniem. Że też obiecał jej, że pod żadnym pozorem nie zabierze jej do pielęgniarki! Widząc, w jakim jest stanie, coraz bardziej rozważał złamanie obietnicy (a najwyżej później będzie obrażona – nic nowego!). Westchnął i ostatecznie wstał z łóżka, po czym podniósł Ais i wyniósł z dormitorium. Nie zaszedł daleko, bo w pokoju wspólnym Jaden zaszła mu drogę.
– Tu jesteś! – odezwała się na wstępie i już chciała coś jeszcze dodać, kiedy zwróciła uwagę na Ais na rękach Aarona, więc spojrzała na niego pytająco.
– Muszę ją zanieść do skrzydła – oznajmił. Nie wyglądał na jakoś specjalnie zmartwionego stanem Aisling, a bardziej niezadowolonego z wizji takiej długiej przeprawy z dziewczyną na rękach.
Jaden zmarszczyła brwi.
– Nie lepiej samemu pójść do skrzydła i poprosić o eliksir pieprzowy?
Aaron nie odpowiedział.
– Nie wpadłeś na to! – Zaśmiała się, a on wciąż milczał. Gdyby nie to, że trzymał na rękach Ais, pewnie już dusiłby młodszą koleżankę.
– Pójdziesz? – zapytał jedynie, ale bardziej brzmiało to jak stwierdzenie. Jaden już chciała odmówić, ale znów spojrzała na Aisling, która nie wyglądała, jakby miała wyzdrowieć w najbliższym czasie.
– Tak. Będziesz mi winny przysługę. I to ogromną!
Wybiegła z pokoju wspólnego. Wróciła dopiero pół godziny później i zastała Aarona w dormitorium, gdzie wrócił po tym, jak odesłał koleżankę z misją. Jaden miała w ręce kubek, w którym najwyraźniej był eliksir, i zamiast oddać go Aaronowi, sama przysiadła na łóżku Ais, obudziła ją i kazała wypić całą zawartość.
Aisling po przebudzeniu nie za bardzo wiedziała, co się dzieje, bo bez oporów wykonała polecenie i dopiero, kiedy przełknęła, zdała sobie sprawę, co tak naprawdę wypiła.
– Fuj! – jęknęła i rozejrzała się za czymś do popicia, ale niczego w zasięgu ręki nie znalazła. Potem spojrzała z oburzeniem na Jaden, a na koniec zauważyła Aarona. Wytknęła go oskarżycielsko palcem, ale on rozłożył ręce w geście obronnym. Gorączka zniknęła momentalnie.
– Ale nie złamałem obietnicy – powiedział na swoje usprawiedliwienie, a ona mruknęła coś pod nosem z niezadowoleniem.
– Nienawidzę cię, Aaronie Jeevas.
Trzeba było przyznać, że specjalność pielęgniarki szkolnej działała bez zarzutów. Aisling co prawda wciąż miała wypieki na twarzy, ale najwyraźniej poczuła się znacznie lepiej. Aaron natomiast nie tracił na wesołości, a Jaden odetchnęła z ulgą, że to nie jej się oberwało za eliksir.
Ais wstała z łóżka i trochę się zachwiała, ale odmówiła pomocnej dłoni Jaden, po czym niezadowolona wyszła z dormitorium. Nie minęło jednak nawet kilka sekund, kiedy głowa dziewczyny pojawiła się w drzwiach.
– Dzięki, Jaden – powiedziała, uśmiechnąwszy się do niej, i tym razem zniknęła już na dobre.
Jaden wyglądała na zdziwioną, za to Aaron wciąż nie tracił dobrego humoru, wręcz przeciwnie – jego uśmiech się powiększył i po chwili pokazał koleżance komplet białych zębów.
– A tobie co jest? – zapytała niepewnie.
– Pocałowała mnie. Z własnej woli – oznajmił zadowolony.
Jaden zmarszczyła brwi, ale nie skomentowała tego. Przyszło jej to z wielkim trudem.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s