15. Sen to wąsiki

– Ej, Ais, pobudka.
Aisling powiedziała coś niewyraźnie i spróbowała przewrócić się na drugi bok, ale coś krępowało jej ruchy. Trudno. Ten bok też był dobry.
Potrząśnięto nią, ale i to zignorowała.
Ktoś ściągnął z niej kołdrę, więc skuliła się i spróbowała otulić poduszką. Ale poduszki nie było. Podniosła nieprzytomnie głowę i rozejrzała się. Jej oczom ukazała się Anne z kocem w jednej ręce i kawą w drugiej. To nie był jej pokój. Ani jej kołdra. Zaczęła pomału kojarzyć fakty.
– Która godzina? – zapytała.
– Dochodzi czwarta po południu – odpowiedziała, a Ais westchnęła głośno i usiadła w miarę normalnie.
– Pozwoliłyście mi spać tak długo w fotelu w salonie?
– Lysandra chciała ci dorysować wąsiki markerem. – Uśmiechnęła się, a Ais zmarszczyła brwi i przetarła dłonią skórę pod nosem, jakby chciała sprawdzić, czy Lysandrze się udało. Wstała, zabrała kuzynce koc i otuliła się nim. – Wiesz, że dzisiaj jest ślub?
Ais zamrugała.
– Kiedy?
– Za godzinę.
Odpowiedziało jej przekleństwo i chwilę później Aisling zniknęła w łazience.
*
Ais czuła, że jest jej strasznie zimno. To niedobre uczucie, kiedy jest się owiniętym kocem i siedzi przy kominku w pokoju wspólnym. Drżała. W myślach powtarzała sobie, że to tylko przez mróz na zewnątrz. Wcale nie miała gorączki. Wcale się nie rozchorowała!
Natomiast zadowolony z siebie Aaron wszedł do pokoju wspólnego i omiótł go wzrokiem. Od razu wypatrzył drobną osóbkę skuloną przed kominkiem. Tam właśnie skierował swoje kroki.
– Cześć, Ais! – rzucił i przykucnął obok niej.
Rzuciła mu najbardziej obojętne spojrzenie, na jakie było ją stać. Aaron spojrzał na nią zaskoczony.
– Nie wyglądasz najlepiej – ocenił.
– Brawo, uzdrowicielu. To przez ciebie!
Aaron nie odczuwał wyrzutów sumienia, ale przyłożył dłoń do jej czoła.
– Jesteś rozpalona – powiedział z dziwnym uśmiechem na twarzy. – Przeze mnie!
Powieka Ais zaczęła drgać, ale dziewczyna nic na to nie odpowiedziała. Nie miała siły. Aaron natomiast trochę spoważniał.
– Powinnaś iść do skrzydła. Pielęgniarka raz-dwa cię wyleczy.
– Nie chcę.
Przymknęła oczy i oparła głowę o bok Aarona, a ten wyglądał na jeszcze bardziej zaskoczonego niż wcześniej. Usiadł na ziemi i objął dziewczynę.
– Dlaczego nie chcesz? Dostaniesz eliksir i od razu wyzdrowiejesz.
– Nie chcę – powiedziała, nie otwierając oczu. – Prędzej sama wynajdę eliksir na gorączkę niż pójdę do skrzydła.
– Nie rozumiem.
– Nie musisz.
*
Riley wróżył sobie przyszłość wspaniałego wróżbiarza i żeby to udowodnić, przygotował przedstawienie. Przed Wielką Salą rozstawił stolik, a na nim postawił szklaną kulę. Sam założył cygańską chustę i siadł na krześle obok. Wyglądał niemal jak stereotypowa wróżbiarka, z tym wyjątkiem, że był płci męskiej i miał na sobie szkolny mundurek, który średnio komponował się z chustą.
– Zapraszam, zapraszam!
Pierwszym klientem była drobna drugoklasistka, którą wrobiły koleżanki. Już otworzyła usta, by coś powiedzieć, kiedy za dziewczynką pojawił się Evan Rosenheimer.
– Gustowna chusta – powiedział.
Uczennica spojrzała na przybyłego z przerażeniem i nie wiedziała, czy powinna uciec, czy może zostać.
– Na mózg ci padło? – zapytał zirytowany i przeklął w myślach dość szpetnie. – Odejdź! Moja pozytywna energia znika wraz z pojawieniem się twojej persony!
Dziewczynka była coraz bledsza.
– Rozładowuje twoje pole magnetyczne, cóż to wróży?
Riley prychnął i spojrzał w swoją kulę.
– Uważaj na Bonnie… widzę rudą czuprynę w kuli… a, nie! To ja. – Roześmiał się histerycznie.
Evan spojrzał pobłażliwe na osobnika, którego chyba uważał za przyjaciela, choć mógłby przysiąc, że na dźwięk imienia Bonnie, przebiegł mu po plecach dreszcz przerażenia.
– To twoje odbicie.
– Odejdź, wepchnąłeś się w kolejkę, nie widzisz?
Machnął na Evana ręką i skupił się na przerażonej drugoklasistce.
*
Z łazienki dobiegł krzyk, na dźwięk którego Lysandra roześmiała się głośno i szybko zamknęła się w swoim pokoju.
– Nie chciała, tylko dorysowała!
Aisling wyszła z łazienki i wbiła wzrok w Anne, która uśmiechnęła się niewinnie.
– Prawie nie widać – powiedziała z przekonaniem, ale kłamstwo jej nie wyszło, bo Ais burknęła przekleństwo. Wróciła do łazienki i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Audrey wyszła ze swojego pokoju, poprawiając po raz setny różową sukienkę. Co chwilę strzepywała z niej niewidzialny kurz.
– Wiecie, że świadkowi nie wypada się spóźniać, prawda?
– To będzie eleganckie spóźnienie – odpowiedziała Anne, a ona zmarszczyła czoło.
– Ta, a państwo młodzi mnie elegancko zabiją za opóźnianie ich ślubu. Wiesz, jak ciężko zmyć krew z różowej sukienki? Poza tym czerwień źle się komponuje z różem.
Ais wyszła z łazienki a pod nosem miała białą pianę zrobioną najprawdopodobniej z mydła.
– Możecie się przestać przejmować krwią na sukience i pomóc mi? Lysandro Travers, i tak cię dorwę!
Z pokoju Lysandry doszedł zduszony chichot. Chyba się nie przejęła groźbą Ais.
*
– Audrey!
Audrey zatrzymała się i obejrzała. Ethan dogonił ją i wziął kilka głębszych oddechów, zanim się odezwał.
– Co się stało? – zapytała zaniepokojona.
– Nic – odpowiedział z uśmiechem. – Dawno nie rozmawialiśmy! Chodźmy na błonia.
Audrey przechyliła głowę.
– Byłam już dzisiaj, wystarczy.
– Ze mną nie pójdziesz?
– O nie, nie! To na mnie nie działa.
Ethan wyglądał na zawiedzionego, ale nie nalegał.
– Z kim byłaś? – spytał po chwili, unosząc brwi.
– A co to? Przesłuchanie? – Ethan wzruszył ramionami w odpowiedzi, a Audrey dodała: – Z Evanem.
– O.
Spojrzała na niego pytająco, a ten tylko pokręcił głową. Wbił ręce w kieszenie i zamyślił się chwilę. Właściwie sam nie wiedział, czemu tak zareagował. Nie podobało mu się, że ktoś mu stał na drodze. Ale właśnie – jakiej drodze?
Pokręcił głową i uśmiechnął się do Audrey.
– No nic, w takim razie pójdę sam.
Dziewczyna spojrzała na niego pytająco, ale ten pożegnał się i poszedł.
*
Aaron przyglądał się Aisling, kiedy ta spała oparta na jego ramieniu. Odgarnął włosy z jej czoła i ucałował je ostrożnie. Gorączka zdawała się rosnąć z każdą chwilą. Nie wiedział, co robić – zabrać ją do szpitala, czy tylko tak z nią siedzieć? Drugi pomysł wydawał się znacznie atrakcyjniejszy, ale od takiego siedzenia się raczej jej nie poprawi.
W momencie, kiedy postanowił zaprowadzić ją do skrzydła, nie licząc się z jej sprzeciwami, otworzyła oczy i spojrzała wprost na niego. Uśmiechnęła się słabo, podniosła rękę, po czym dotknęła twarzy Aarona. Podniosła się lekko i pocałowała go.
Aaron nie widział powodów, by się temu sprzeciwić, wręcz przeciwnie – bardzo mu się to spodobało! Ale z jakiegoś powodu się odsunął.
– Co ty robisz? – zapytał. Ais wyglądała na niezbyt przytomną.
– Boisz się moich zarazków? – zapytała.
– Nie, ale nie jesteś sobą.
Uśmiechnęła się i przytuliła do chłopaka, a ten westchnął z rezygnacją. Wziął ją na ręce – nawet nie podejrzewał, że może być tak lekka – a następnie zaniósł do swojego dormitorium, gdzie położył ją do łóżka.
– Wolę, jak mnie nienawidzisz – powiedział.
– Bo najzabawniej jest zdobyć dziewczynę, która nie jest łatwa?
– Przeprosiłem cię.
– Pamiętam. – Uśmiechnęła się i przykryła kołdrą.
*
Anne stanęła przy Rileyu, który wciąż udawał cygankę przed Wielką Salą i odstraszał uczniów w porze kolacyjnej.
– Nie wierzę we wróżby – oznajmiła, zanim się odezwał.
– A powinnaś, powinnaś, droga Anne! – powiedział poważnie, udając starczy głos. – Bo czeka cię okrutna śmierć z rąk moich dżdżownic!
– Dżdżownice nie mają rąk.
– Pierścienie są gorsze od rąk!
Anne uśmiechnęła się, a Riley przyjrzał jej się podejrzliwie. Powinna się przestraszyć, a nie! Ale najwyraźniej nie wszyscy rozumieją, jak krwiożercze są jego dżdżownice. A jedną z nich nawet nazwał Aisling.

Advertisements
15. Sen to wąsiki

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s