11. Rodzinne strony

Audrey przeciągnęła się leniwie, kiedy wchodziła do kuchni. Ziewnęła jeszcze głośno, zasłaniając usta ręką, po czym spojrzała na Anne, która robiła naleśniki.
– Och, naleśniki – stwierdziła inteligentnie. – Umieram z głodu!
Anne odwróciła wzrok od patelni i spojrzała na Audrey.
– Zjemy, jak Lysandra wstanie – oznajmiła, a odpowiedziało jej jedynie jęknięcie. Lysandra potrafiła spać do południa!
Audrey spojrzała na zegarek. Czyli jeszcze pięć minut.
– Anne, wiesz gdzie jest Ais? – zapytała.
– Pojechała do domu. Wzięła naleśnika i powiedziała, że będzie wieczorem. Wyszła jakieś dziesięć minut temu.
– Tu jest jej dom – odpowiedziała. To była zła pora na myślenie. – Poszukam dżemu.
Audrey otworzyła lodówkę i zajrzała do niej.
– O, ogórki kiszone.
– Audrey, wiem, że jesteś w ciąży, ale nie jedz przed śniadaniem.
Na skroni Audrey zaczęła pulsować żyłka.
– Nie jestem w ciąży. Co w mojej lodówce robią ogórki?!
– Ais kupiła.
No i wszystko jasne.
*
Aisling obudziła się. Otworzyła oczy i to, co zobaczyła, nie było tym, co chciała zobaczyć. Sapnęła z oburzenia, ale nagle poczuła, że głowa daje jej do zrozumienia, że stanowczo zbyt dużo wypiła ostatniej nocy. Jęknęła więc, odepchnęła Ethana, który cudem nie zleciał z łóżka, i przewróciła się na plecy.
Ethan poczuł ból głowy i nacisk na klatkę piersiową. Spojrzał z oburzeniem na Aisling, jakby to wszystko (a nie tylko część) było jej winą.
– Miałeś spać na podłodze – przypomniała Ais, a ten popatrzył na nią z miną zbitego psa. Zauważyła to kątem oka.
– Pozwoliłabyś mi? Jesteś bez serca.
Ais skrzywiła się, po czym jednak burknęła coś, co bardzo przypominało słowo: „nieprawda”. Co jak co, ale powiedzieć o Aisling, że nie miała serca, było okrutnym oszczerstwem.
– To dasz mi całusa na dzień dobry? – zapytał, uśmiechając się uroczo, jak on tylko potrafił.
– Ethan. – Podniosła się do pozycji siedzącej, po czym opuściła nogi na podłogę. – Idę po wodę.
Wstała i przeciągnęła się leniwie. Ból głowy bardzo przeszkadzał jej w poruszaniu się, ale nie takie rzeczy już się robiło. Aisling pamiętała imprezę pod koniec piątej klasy, gdzie upiła się razem z Audrey. O dziwo, do dzisiaj pamiętała, o czym rozmawiały podchmielone alkoholem. O chłopakach. Między innymi o Ethanie, który wyrażał dość duże zainteresowanie Audrey.
Obejrzała się na chłopaka. Zachowywał się, jakby mu minęło, ale kto go tam wiedział?
– Przynieś i dla mnie – wychrypiał, kiedy spróbował odezwać się głośniej.
– Gdzie „proszę”?
– Nie byłabyś dobrą żoną – mruknął z niezadowoleniem i zakrył się kołdrą.
Aisling westchnęła przeciągle, po czym wyszła z dormitorium. Ethan natomiast wyciągnął się leniwie na swoim łóżku i rozejrzał po pomieszczeniu. Puste. Czyżby nikt prócz niego nie spał tej nocy u siebie? To ciekawe.
Ais wróciła po pięciu minutach z butelką wody i rzuciła nią w Ethana, a ten w ostatniej chwili ją złapał.
– Wszędzie trupy – powiedziała. – Nie mają łóżek, że muszą oblegać pokój wspólny? O mało się nie zabiłam o Gabriela. Swoją drogą, miał różowe włosy.
Ethan nie skomentował. Napił się wody i od razu poczuł się znacznie lepiej. Woda – cóż za cudowny wynalazek!
– Jednak jesteś dobrą żoną.
Aisling westchnęła i usiadła na łóżku obok niego.
– Cieszę się. A ty jesteś marnym materiałem na męża – oznajmiła, ale zanim zdążył odpowiedzieć, dodała: – Wiesz, że nie skonsumowaliśmy naszego związku?
Ethan otworzył szerzej oczy. I usta. Żeby mu tylko mucha nie wleciała.
– Możesz powtórzyć? – zapytał, kiedy otrząsnął się z szoku.
– Nie.
*
Asling weszła cichutko do domu. Miała nadzieję, że jej najdroższe i jedyne współlokatorki już spały, co pozwoliłoby jej przemknąć się do pokoju niezauważoną. Może powinna była wrócić rano? Na to samo by wyszło.
Szczęście jednak postanowiło się odwrócić plecami do Aisling. Lysandra zaszła jej drogę.
– Aisling Candrot, gdzieś ty była tak długo? – zapytała.
– W domu – rzuciła niepewnie i spróbowała ją wyminąć. Dalej zauważyła Audrey i Anne. Obie grzecznie popijały wino.
– Myślałyśmy, że cię kto porwał. Mugole bywają nieokiełznani!
– Nic mi się nie stało, Lizzy. Jestem cała i zdrowa. – Pokazała ręce, po czym weszła do salonu.
Lysandra musiała się chwilę zastanowić.
– Aisling Candrot, co ty masz na ręce?!
Aisling policzyła do dziesięciu od tyłu, a w tym czasie Audrey dorwała jej lewą rękę.
– Oświadczył ci się? – zapytała.
– Kto? – wtrąciła Lysandra, zanim Aisling zdążyła cokolwiek powiedzieć.
– Kuzyn twojego lubego – rzuciła Ais w odpowiedzi. – I… – Zarumieniła się. – Nie, nie oświadczył, to… nie wiem. Dajcie mi spokój!
Dziewczyny jednak były w jak najlepszym humorze, a Anne już wyciągała z szafki drugą butelkę wina.
*
Audrey obudziła się z bolącą głową. Czuła, że to koniec. Że umiera. I że nie zdążyła się z nikim pożegnać. Widziała przed sobą światło. Wyciągnęła do niego ręce i… natknęła się na jakiś patyk, który zresztą spadł jej na twarz. Różdżka.
– Lysandro Travers, co ty wyprawiasz? – zapytała głośno, ale szybko przyłożyła dłoń do skroni, po czym dodała już ciszej: – Czemu świecisz na mnie różdżką?
– Byłaś blada – rzuciła z rozbawieniem i siadła na swoim łóżku.
Audrey burknęła pod nosem jakieś przekleństwo i podniosła się po pozycji siedzącej.
– Gdzie Ais?
– Tutaj.
Audrey podniosła wzrok na przyjaciółkę, która stała w drzwiach dormitorium i na pewno miała na sobie cudze ubrania. Właściwie, miała ich dość niewiele – po prostu męską koszulkę, sięgającą jej do połowy ud. I pewnie bieliznę, ale wolała się nie upewniać.
– Ais, gdzie ty byłaś? – zapytała, a Ais zaczęła grzebać w swojej szafce. Wyciągnęła butelkę wody.
– U Ethana. – Napiła się.
– Spałaś z Ethanem Jeevasem? – spytała Lysandra, zanim Audrey zdążyła to zrobić.
– Tak. – Wzruszyła ramionami, a po chwili znieruchomiała. – Ej, nie! Nie w tym sensie. Spaliśmy razem, ale do niczego nie doszło!
Lysandra uśmiechnęła się, a Audrey pokręciła głową z rezygnacją. I położyła się z powrotem spać.
– Za to jestem ciekawa – kontynuowała Ais – co tu robi Riley.
Riley, słysząc swoje imię, jęknął, a Lysandra poklepała go po głowie. Aisling westchnęła głośno, po czym znowu napiła się wody. I spojrzała na puste łóżko Anne.
– Gdzie jest Anne? – zapytała.
Audrey podniosła głowę i skierowała wzrok w to samo miejsce co Ais.
– A wiesz, że nie mam pojęcia?
Lysandra wzruszyła ramionami. Ais przez chwilę patrzyła na łóżko kuzynki, ale ostatecznie pokręciła głową z niezrozumieniem, po czym zabrała wodę i wyszła z dormitorium.
Kiedy tylko drzwi się zamknęły, Lysandra i Audrey wymieniły się spojrzeniami.
– Niedługo zabraknie Jeevasów – stwierdziła Lysandra.
*
Anne, dla odmiany, głowa nie bolała. Ale za to obudziła się w dziwnym miejscu. Albo i nie dziwnym. Wyglądało na zwyczajne dormitorium, tylko na pewno nie jej – ani zapach, ani wystrój nie pasował do żeńskiego pokoju. Podniosła się leniwie i rozejrzała. A po chwili poczuła, że coś ją łapie i przyciąga do siebie. Odwzajemniła pocałunek, chociaż niezbyt pewnie, po czym odsunęła się nieznacznie.
– Aaron Jeevas – powiedziała, uśmiechając się trochę złośliwie. – Jeżeli to oznacza to, o czym myślę, to jesteś martwy.
Aaron zaśmiał się.
– Nie martw się, twoje dziewictwo jest u mnie bezpieczne.
– Ha! Uważaj, bo ci wierzę.
– Jesteś podobna do Ais – powiedział, odgarniając jej kosmyk włosów za ucho, a Anne odsunęła się.
– Tak samo łatwa? – zapytała gorzko. Celem Anne nie było obrażenie Aisling, ale raczej przytyk w kierunku Aarona. Przynajmniej tak jej się wydawało.
Chłopak natomiast znowu się zaśmiał.
– Nie.
Anne uniosła brwi, czekając na dalszą część wypowiedzi, ale jej nie otrzymała. Westchnęła i położyła głowę na poduszce. Uparcie starała się nie patrzeć na Aarona, kiedy ten chciał się najwyraźniej dobrać do jej stanika, którego zdjęcie, na całe szczęście, uniemożliwiała jeszcze jedna przeszkoda – koszulka.
Aaron zdążył oberwać po łapach i stracić kołdrę, a po chwili też łóżko (został brutalnie zrzucony) na rzecz Anne.
– Bardzo podobna – usłyszała jeszcze, zanim Aaron zniknął za drzwiami łazienki.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s