06. cena dobra

Nie zdziwił się, kiedy zastał drzwi do swojego mieszkania otwarte, a w wytartym fotelu znalazł Greengrassa. Możliwe, że nadal był zbyt otumaniony po rozmowie z Holly i pewnie nie zdziwiłby się nawet, gdyby zobaczył latającego słonia. W każdym razie nie wyciągnął nawet różdżki, ale zwyczajnie podszedł do Greengrassa i spojrzał na niego pytająco. Jakaś część jego mózgu wiedziała, że Rasmus nie chce go skrzywdzić (gdyby chciał, już wcześniej kazałby Nottowi go zabić), podczas gdy druga miała nadzieję, że może jednak chce. Obie te części przykrywała gęsta mgła, w której miotały się dziesiątki myśli, a która jednocześnie uniemożliwiała Vernerowi racjonalne myślenie.
– Już zaczynałem podejrzewać, że wyjechałeś z miasta – powiedział Greengrass, wstając z fotela. – Nie zrobiłbyś tego swoim nowym przyjaciołom, co?
– Nigdzie nie wyjeżdżam – odpowiedział obojętnie Verner, wyciągając z kieszeni butelkę whisky. Przez chwilę rozglądał się za różdżką, aż w końcu zdał sobie sprawę, że cały czas miał ją ze sobą. Szybko powiększył butelkę i pociągnął zdrowy łyk.
– Nie pozwól, żeby moja obecność ci przeszkadzała – zaśmiał się Greengrass. – Ciężki dzień, co, przyjacielu?
– O co chodzi? – zapytał Verner, odstawiając whisky.
Rasmus przestał się uśmiechać. Wyciągnął z kieszeni kawałek pergaminu z zapisanym adresem. Jakieś miasteczko trzydzieści kilometrów od Londynu. Verner nigdy tam nie był, ale nie stanowiło to przeszkody.
– Jaki mam cel? – zapytał tylko.
Greengrass uśmiechnął się szeroko.
– Musisz zabrać parę rzeczy, które mi skradziono. W salonie znajdziesz obraz. Prymitywizm, raczej żywe barwy. A poza tym… – Rasmus przymknął oczy i przez chwilę przyglądał się Vernerowi, jakby niepewny, czy mu zaufać. – Porcelana. Moja żona jest do niej niezwykle przywiązana. Cały komplet obiadowy dla dwudziestu czterech osób. Nic nie może się zniszczyć – dodał, wyszczerzając zęby w uśmiechu.
Verner przez moment milczał. Miał ochotę potrząsnąć Greengrassem i zapytać, czy całe życie jest dla niego zabawą, ale tego nie zrobił. Pokiwał głową i zapytał, czy dostanie jeszcze jakieś instrukcje.
– Najlepiej zajrzyj tam jutro wieczorem, chodzą słuchy, że gospodarzy nie będzie w domu – odpowiedział. – Życzę powodzenia. Oczywiście jesteś profesjonalistą i niepotrzebne ci żadne życzenia, ale… Do zobaczenia, przyjacielu.
Wyszedł, nie czekając nawet na reakcję Vernera. Może to i lepiej, bo nie doczekałby się wesołej riposty, przepełnionej przechwałkami opowieści o poprzednich dokonaniach ani podziękowania za to, że dostarcza Vernerowi jakiegoś zajęcia. Verner zerknął jeszcze raz na adres, po czym włożył pergamin do kieszeni i wychylił jeszcze jeden solidny łyk whiskey, które paliło go w przełyk i jednocześnie przerzedzało mgłę w umyśle.
Parę łyków później wiedział już, co powinien zrobić. Zrzucił z siebie ubrania, które rano z taką troską zakładał, i przebrał się w coś ciemniejszego, w czym czuł się lepiej. Pamiętał nawet, żeby przełożyć pergamin do kieszeni czarnych dżinsów. Nie był pewien, czy w ciągu następnej doby wróci do mieszkania, więc wolał mieć przy sobie te informacje. Oczywiście oznaczało to, że musiał wziąć ze sobą różdżkę; specjalnie rozpruł fragment podszewki w kurtce, żeby móc ją ze sobą nosić, ale zawsze towarzyszyła mu myśl o tym, że to nie najlepsze rozwiązanie – może ją uszkodzić albo stracić, jeśli ktoś go zaatakuje, a on nie zdąży się obronić. Ba, mógł po prostu zostawić kurtkę na jakiejś ławce i o niej zapomnieć. Nie miał jednak innego wyjścia. Tam, dokąd się wybierał, nie mógł być bowiem w pełni sobą, co zresztą w najwyższym stopniu mu odpowiadało, bo nie chciał być sobą przynajmniej przez parę godzin.
Ruth otworzyła drzwi zadziwiająco szybko. Prawdę mówiąc, nie był pewny, czy w ogóle ją zastanie – mogła wyjść gdzieś, bawić się i szukać innego faceta, któremu mogłaby podawać obrzydliwe śniadania. A jednak była w domu. Miała na sobie jakiś stary T-shirt i przez chwilę przypominała Vernerowi Holly, ale podobieństwo to rozmyło się, gdy tylko otworzyła usta.
– Verner? Co ty tu robisz? – zapytała, po czym dodała poirytowanym tonem: – Wystawiłeś mnie! Naprawdę tak trudno uprzedzić, czy się zjawisz, czy nie?
– Cześć – odparł Verner, przybierając maskę człowieka, którego Ruth chciała widzieć w swoich progach.
Wcześniej nie zwracał na to większej uwagi, ale Ruth nigdy nie chciała go w całości – nie ze wszystkimi właściwymi ludziom wadami, nie z problemami czy zmartwieniami. Nie przeszkadzało mu to, bo i on nie był zainteresowany pewnymi aspektami jej życia. Teraz, kiedy stał w jej drzwiach i uśmiechał się krzywo, jakby wiedział o czymś, o czym ona nie miała pojęcia, i zastanawiał się, czy jej zdradzić ten sekret, przez myśl przemknęło mu, że o ile wcześniej był przekonany, że dobrym pomysłem jest przyjście tutaj w celu pozbycia się tego, co się w nim pojawiło parę godzin temu, a o czym chciałby zapomnieć, o tyle teraz wydawało mu się, że wizyta u Freda i wyrzucenie z siebie wszystkiego po odpowiedniej dawce alkoholu mogła być lepszym pomysłem. Potem jednak Ruth szarpnęła go za rękaw, a on zatoczył się lekko, bo nie spodziewał się tak gwałtownego ruchu, i wszedł do mieszkania. Zamknęła za nim drzwi, jednocześnie odcinając mu drogę ucieczki. Ale przecież podjął już decyzję, prawda? Podjął ją, kiedy wyszedł od siebie, kiedy wspinał się po jej schodach i kiedy zapukał od jej drzwi. Podejmował ją w każdej chwili na nowo i za każdym razem była taka sama, więc powinien przestać się oszukiwać i myśleć o Fredzie. Nie chciał tego roztrząsać przed Fredem, chciał przyjść do Ruth i zostawić to wszystko pod drzwiami, bo ani on, ani ona tego nie potrzebowali. Nachylił się, żeby ją pocałować i ostatecznie udowodnić, jak bardzo nie potrzebował Freda i jak bardzo chciał zapomnieć, ale ona się odsunęła.
– Gdzie byłeś tyle czasu? – zapytała, splatając ręce na piersi. Wzrok Vernera od razu powędrował w kierunku jej dekoltu, co jednoznacznie wskazywało na to, że nie planuje się wdawać w zbyt długie dyskusje, bo ma inne plany na ten wieczór.
– Coś mi wypadło – odpowiedział jej dekoltowi.
Ruth fuknęła coś na temat kolacji – nie dosłyszał, czy chciała wyjść, czy gotowała – a potem poszła do kuchni. Verner nie był pewien, co powinien robić, więc zdjął buty i ruszył za nią. Nalewała właśnie wino do dużego kieliszka – jednego, jak zauważył. Odnotował też, że w kuchni nie pachniało niczym przypalonym, więc pewnie nie próbowała gotować kolacji.
– Dla mnie zabrakło kieliszków? – zapytał, starając się odzyskać grunt pod nogami, zamaskować tę dziwną niepewność i z powrotem wejść w rolę. Przywołał na usta ten krzywy uśmiech, który zawsze chciała oglądać.
– Ty już swoje wypiłeś – mruknęła, opróżniając naczynie jednym haustem. – Pewnie siedziałeś z kolegami w jakiejś melinie, a ja się tu martwiłam!
– Księżniczko, wiesz, jak to jest – odpowiedział, podchodząc do niej bliżej. – Musiałem parę spraw załatwić, ale cały czas myślałem o tobie.
Ostatnie słowa wypowiedział jej prosto do ucha, a ona lekko zadrżała. Nie lubiła, kiedy to robił, bo ciepły oddech na uchu zawsze przyprawiał ją o niechciany dreszcz, ale on to wykorzystywał zawsze wtedy, kiedy czuł się winny.
– No dobra – odpowiedziała, powstrzymując uśmiech. – Powinnam się przyzwyczaić, skoro jestem dziewczyną gangstera.
Ruth natychmiast zrobiła minę, jakby chciała zapłacić własną krwią za możliwość cofnięcia tych słów. Verner też wiele by dał, żeby nie padły, ale od dawna wiedział, że to właśnie kołatało się po jej głowie. Chciała widzieć w nim gangstera nawet wtedy, kiedy karmił ją opowieściami o pracy od dziewiątej do piątej, takiej wymagającej krawata i neseseru, nudnej jak historia magii. Zresztą – czy nie był po części gangsterem? Nie takim, jakiego by chciała, ale nadal gangsterem? Nie potrafił i nie chciał udzielić na to odpowiedzi, więc postanowił zlekceważyć jej uwagę.
Objął ją w talii i przyciągnął do siebie. Nie był pewien, co właściwie się dzieje, i potrzebował teraz ciepła drugiego człowieka, który nie zadawałby pytań, na które Verner nie znał odpowiedzi. Ruth nadawała się do tej roli znakomicie, dlatego pocałował ją, zanim zdążyła się nawet odezwać. Nie opierała się, najwyraźniej uznawszy, że rozmowy można zostawić na później, a kiedy pocałunek się pogłębił, zaczęła szarpać za pasek Vernera. Żadne z nich nie chciało wypuścić z objęć drugiego, co sprawiało, że droga z kuchni do sypialni trwała dość długo i okupiona była stratami w postaci zbitego wazonu – który spadł z niewielkiej szafki, kiedy plecy Ruth zbyt gwałtowanie zderzyły się ze ścianą, a kolano Vernera uderzyło we wspomnianą szafkę – czy koszuli Vernera, która straciła większość guzików i nie nadawała się do powtórnego użytku bez interwencji krawieckiej. W końcu jednak wylądowali na miękkiej pościeli, wcześniej pozbywszy się resztek ubrań. Ruth przez cały czas miała nieco nieobecny wyraz twarzy, jakby właśnie wyobrażała sobie, że jest dziewczyną Ala Capone albo kogoś równie wypływowego, ale jeszcze przystojniejszego. Vernerowi było obojętne, co działo się w jej głowie, ale przeniósł wzrok na jej kołyszący się biust. Ten widok zdecydowanie bardziej podobał się tej części jego mózgu, która działała jedynie za pośrednictwem instynktów, w zwierzęcy niemal sposób. I o to właśnie obojgu chodziło – żeby wyłączyć myślenie, na chwilę zapomnieć, kim się jest i co się powinno robić, a skupić się tylko na tej pierwotnej cząstce umysłu, która w takich momentach działała najsprawniej.
Ruth wbiła paznokcie w jego plecy i Verner na chwilę przestał myśleć, a skupił się na rytmiczności swoich ruchów. Wkrótce przyniosło to oczekiwany rezultat, bo Ruth wygięła plecy w łuk, po czym opadła na poduszki – z uśmiechem i nadal zamkniętymi oczami. Pewnie jej wyimaginowany Al Capone właśnie czule ją obejmował i szeptał coś o diamentach. Verner, kiedy już miał swoją szczęśliwą chwilę, nie miał zamiaru jej obejmować ani nic szeptać. Przez chwilę leżał obok niej, jakby szukał odpowiednich słów, bo wyrzucić z siebie plątaninę myśli, których pozbył się na chwilę, ale które teraz wróciły ze zdwojoną mocą, ale w końcu się poddał i podniósł się nieco, rozglądając się za swoimi spodniami.
Ruth otworzyła w końcu oczy, najwyraźniej wyrwana ze swoich marzeń. Pogładziła go po ramieniu, pozwalając swojej dłoni ześlizgnąć się po jego plecach, ale Verner wstał, zanim jej ręka zaszła zbyt daleko. Zirytowana Ruth próbowała dać mu lekkiego klapsa, ale uchylił się i wyszczerzył do niej zęby. Nadal jednak nie miał nic do powiedzenia, zajął się więc wyjmowaniem paczki papierosów z kieszeni spodni. Miał przy niej nie palić, ale niech to hipogryf kopnie. Niech to wszystkie hipogryfy tego świata i jeden mały smok.
– Możesz mnie poczęstować jednym? – zapytała Ruth.
– Przecież ty nie palisz – wymamrotał, siłując się z zapalniczką.
Usiadł znów na łóżku, a ona przysunęła się bliżej, opierając dłoń na jego ramieniu.
– Mogłabym zacząć – zaoferowała głosem, który w jej mniemaniu miał być ponętny.
– Śmierdziałabyś – odparł i zaciągnął się dymem. Zapalniczkę i resztę paczki odłożył na podłogę.
Ruth zrobiła smętną minę, ale nie odsunęła się od niego; więcej nawet, objęła go w pasie i przysunęła się bliżej, tak, żeby poczuł na plecach jej piersi. Nie wiedział, czemu to zrobiła, może to był kolejny element jej marzenia z przystojniejszą wersją Ala Capone w roli głównej, może forma przeprosin za to marzenie. Nie zareagował jednak, a tylko powoli dopalił papierosa, gasząc niedopałek o jakąś kolorową gazetę, która leżała na szafce nocnej. Okładka była pokryta czymś, co – jak wiedział z doświadczenia – nie zapalało się zbyt szybko, a przez to można było o to gasić pety.
– Mogę zostać do jutra – powiedział w końcu.
– Świetnie – odpowiedziała nieco bezbarwnie Ruth. W jej głosie nie pobrzmiewała ani radość, ani niezadowolenie.
Verner zamilkł na chwilę, jakby jej reakcja zniechęciła go do dalszej rozmowy. W rzeczywistości jednak zbierał w głowie słowa i układał je w zdanie, które chciał wypowiedzieć. Miał nadzieję, że brak emocji, który właśnie okazała, utrzyma się w dalszej części rozmowy.
– Spotkałem swoją byłą – rzucił, jakby była to całkiem zwyczajna informacja. Ruth zacieśniła swój uścisk, a on zdał sobie sprawę, że może nie zabrzmiało to najlepiej. – Była w parku z mężem i dwójką dzieci.
– Brzmi miło – odpowiedziała niepewnie Ruth, jakby nie była pewna, do czego ta rozmowa zmierza.
– Jedno było moje – dodał Verner, a ona odruchowo rozluźniła uścisk.
Verner odwrócił się i spojrzał w jej twarz.
– Widzisz, laleczko, masz swój ideał – kontynuował zaczepnym tonem. – Robi dzieci i łamie serca, kiedy zaprosisz mnie na obiadek do rodziców?
Ruth patrzyła na niego, próbując zdecydować, jak powinna zareagować na jego słowa.
– Chciała coś od ciebie? – zapytała w końcu.
– Żebym zniknął – odpowiedział, wykrzywiając pogardliwie usta. – Nie jestem jej potrzebny.
– W takim razie… – zaczęła, ale jej przerwał:
– Czekałem, aż znów się tam pojawi i poszedłem za nią. Chciałem poznać dzieciaka, przekonać się, czy to na pewno moje.
– I przekonałeś się?
Verner pokiwał głową i czekał, aż Ruth zada kolejne pytanie. Łatwiej by mu było mówić, gdyby to ona sterowała rozmową, ale jednocześnie wiedział, że nie mogła tego zrobić, bo nie wiedziała, do czego to wszystko zmierzało.
– Nigdy nie chciałem mieć dzieciaka, mówiłem ci od samego początku, nie? – Zerknął na nią i tym razem to ona pokiwała głową. – Ale ta mała była zabawna, nie sądziłem, że jakikolwiek dzieciak może być taki fajny. Wszystkie wydawały mi się brudne, rozkrzyczane i irytujące, ale ta mała była inna.
Ruth nadal milczała, a jej spojrzenie zdradzało, że zupełnie nie rozumiała, co Verner jej chce powiedzieć. Wcześniej przemknęło jej przez myśl, że chce ją rzucić dla tej byłej albo że ona go szantażuje, ale wyglądało na to, że nie. Wyglądało na to, że po prostu chciał jej opowiedzieć o swojej córce.
– Jak ma na imię? – zapytała cicho, bo nic innego nie przyszło jej do głowy.
– Lettie – odpowiedział. – Nazywa się Lettie.
– Ładnie – stwierdziła, choć wcale tak nie myślała. To było coś, co wypadało powiedzieć.
Verner spojrzał na nią, jakby chciał coś dodać, ale najwyraźniej się rozmyślił, bo jego kolejne słowa wydawały się nieprzemyślane, wyrzucane tak szybko, jak szybko pojawiły się w jego głowie:
– Nie wiem, po co tam poszedłem, chyba z ciekawości, przecież nigdy nie myślałem, że będę miał dziecko, chciałem sprawdzić, czy ona… wiem, to głupie… czy ona jest prawdziwa, czy jej sobie nie wymyśliłem. To nie był najlepszy tydzień, więc pomyślałem, że pójdę, w końcu nie mam zamiaru robić nikomu drugiej takiej. – Przerwał na chwilę i, wyswobodziwszy się z objęć Ruth, sięgnął po kolejnego papierosa. Zapalił go i kontynuował: – Trochę szkoda, że mała nawet nie wie, kim jestem, ale nie powinienem jej mącić w życiu, nie? W końcu i tak nic dobrego z tego nie wyniknie. Ale i tak szkoda trochę. To było trochę jakbym wszedł w kapcie tamtego faceta na parę minut i zobaczył, co on ma, a czego ja nie mam. Może nie tyle chciałbym to wszystko, ale nie chciałbym, żeby on to miał.
Ruth znów go objęła, ale milczała, czekając, aż powie coś więcej. Verner jednak układał sobie znów wszystko w głowie, bo nie był pewny, jak dużo może jej zdradzić.
– Sukinsyn ma niezłe życie – przyznał w końcu – ale to nie dla mnie, po tygodniu miałbym dość. Nawet jeśli mała jest urocza, to pewnie bym nie wytrzymał, zresztą dzieci nie pasują do papierosów, nie? Ale przez chwilę było dobrze, było spokojnie i tak bezpiecznie, ale, cholera, przecież nigdzie nie jest bezpiecznie.
Zaciągnął się papierosem i przeszło mu przez myśl, że powinien powiedzieć o złocie i o chorobie Lettie, ale uznał, że tego byłoby już za dużo. Nie mógł robić z Ruth drugiego Freda, w końcu nie była od tego, żeby wysłuchiwać jego narzekania i pić z nim whisky, śpiewając przy tym stare, mugolskie piosenki. Chociaż to mogłoby być niezłe połączenie, taki Fred z cyckami. Szybko jednak potrząsnął głową, bo wizualizacja była dość przerażająca.
– Wrócę tam – powiedział, gasząc papierosa na tym samym czasopiśmie. – Nie powinienem, nie? Powinienem dać im spokój i zająć się swoimi sprawami, ale i tak tam wrócę, chociaż mnie nie chcą. Nie wiem po co. Przecież nie po to, żeby kraść obcemu facetowi rodzinę.
– To zrozumiałe, że chcesz zobaczyć Lettie – zapewniła Ruth, przytulając policzek do jego pleców.
Nie chciała patrzeć mu teraz w oczy, żeby nie wyczytał z nich, że jego opowieść ją trochę zabolała. Nie chciała słuchać o jego byłej, nie chciała wyobrażać sobie, że myśli o tamtej, kiedy jest z nią, że myśli o dziecku, którego ona mu nie dała i raczej nie da, jeśli nie chce, żeby ją zostawił – dość jasno zrozumiała z jego licznych wypowiedzi na ten temat, że nie miał zamiaru być nigdy ojcem. Spotkanie z tą małą mogło go zmienić, ale albo tego nie zrobiło, albo nie chciał przyznać, że czuje się inaczej. W każdym razie nie mówił teraz tego wszystkiego, by się oświadczyć lub stwierdzić, że zmienił zdanie co do dziecka; prawdopodobnie nie mówił tego nawet dlatego, że jej ufał, a tylko dlatego, że chciał wyrzucić to z siebie. Dlatego właśnie Ruth było przykro.
– Tak, coś w tym rodzaju – odpowiedział Verner i stało się jasne, że nie miał zamiaru kontynuować tematu. – Mam dla ciebie coś, wiesz, laleczko? Zamknij oczy.
Po raz kolejny wstał w łóżka, żeby wyjąć coś z kieszeni spodni, po czym wrócił i zawiesił na szyi Ruth złoty łańcuszek z jakimś kamieniem szlachetnym jako zawieszką. Ruth pisnęła, kiedy zimny metal dotknął jej skóry, ale chwilę potem jej oczy się otworzyły, a dłoń powędrowała w kierunku naszyjnika.
– Jest śliczny, czekaj, mam gdzieś tu lusterko, muszę go zobaczyć! Dziękuję – powiedziała, uśmiechając się szeroko.
Verner też się uśmiechnął. Wdzięczność Ruth i jej radość była niemal namacalna. Żałował, że Holly nie potrafiła się tak cieszyć. Żałował też, że stchórzył i nie powiedział o chorobie Lettie. Żałował, że nie mógł powiedzieć jej o Greengrassie i o tym, że to prawdopodobnie wariat. Żałował wielu rzeczy, ale kiedy Ruth odłożyła lusterko i, nadal uśmiechnięta, podeszła do niego i go pocałowała, postanowił, że przynajmniej tej nocy da sobie spokój z próżnymi żalami. Będzie miał na nie dużo czasu następnego dnia.

Advertisements
06. cena dobra

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s